Domowik w mitologii słowiańskiej.

W ramach naszych tekstów przedstawiliśmy już jedną z postaci słowiańskiej mitologii – Wija. A dziś chcę zapoznać Cię z chyba najważniejszą postacią rosyjskiej mitologii – Domowojem nazywanym też po polsku Domowikiem lub Ubożem.

Domowoj – duch domu, gospodarz obejścia i opiekun, który dba o zapewnienie spokojnego życia, zdrowia dla rodzinny, ich była oraz wszystkich płodów ziemi jakie przyniosą do domu. Domowoj to najczęściej nieżyjący już członek rodziny, przodek rodziny, który się nią opiekuje. W mitologii rosyjskiej jest to zmarły członek rodziny, który za swoje grzechy musi odpokutować opieką nad swoją rodziną a w mitologii ukraińskiej uznawało się że domowego stworzył Bóg, który każdy dom obdarował swoim gospodarzem.

Ruski Domowik w łapciach, długą brodą oraz ludową łyżeczką

Ruski Domowik w łapciach, długą brodą oraz ludową łyżeczką

Domownk ma wiele różnych imion – domowoj, domowojko, domowy dziad, damawik, domowik. Jego imię może pochodzić od miejsca, gdzie mieszka – golbesznik, zapiecznik, (miejsca za piecem), podpiecznik. Jego imię może określać także status i stosunki z członkami rodziny – gospodarz, chozjajn, hospodar, djadenka, bratok, djed.

Domowik jeśli polubił ludzi mieszkających w domu nie psoci ani nie przeszkadza w życiu. Co więcej okazuje pomoc i sprawia, że dom staje się czystszy, jaśniejszy i spokojniejszy. Jeśli między członkami rodziny są dobre stosunki to jest to dla domownika znak, że wszystko w domu dzieje się dobrze i on tylko to wspomaga. Ale jeśli domownicy zaczną się kłócić, bić siebie i dzieci, Domowik bardzo się denerwuje. Wtedy rzeczy mogą zacząć spadać z półek, chleb i inne potrawy mogą nie wychodzić lub wręcz się przypalać. Nasze przetwory lub konfitury pleśnieć lub kwaśnieć. Dlatego też trzeba podtrzymywać dobry kontakt z Domowikiem: zostawiać mu w odpowiednim miejscu cukierek i mleko. Mogą to być też ciasteczka, chleb, albo kawałek mięsa. Ważne jest by pamiętać o Domowiku i gdy jedzenie zniknie donieść coś innego. Ważne jest również gdzie żyje Domowik. Może to być tylna część pieca, może to być miejsce pod progiem. Niektóre Domowiki mieszkają również na strychu.

Domowik, jeśli mamy z nim dobre stosunki będzie pomagał nam w codziennym życiu. Nie będziemy mieli problemu ze znalezieniem różnych rzeczy, ubrania będą zawsze czyste i złożone. Co najważniejsze skarpetki też zawsze będą w parach. A jeśli nie? Znasz pewnie uczucie, gdy położyłeś coś na stole a to nagle zniknęło? Albo wiesz, że jakąś rzecz odkładałaś dokładnie w to miejsce ale jej tam nie ma. Po dwóch godzinach szukania okazuje się, że leżała schowana pod książkę lub była czymś przykryta. Albo gdy pierzesz rzeczy i wszystkie skarpetki są w parach. A po praniu okazuje się, że jednak nie wszystkie. To znak, że Domowik domaga się zainteresowania i uwagi.

Pamiętajmy o tym, że Domowik ma kontakty z innym światem. Jeśli ktoś ma umrzeć w domu, usłyszymy wycie Domowika. Drzwi mogą trzaskać albo coś może stukać w ściany. Domowik daje też znać o nadejściu dziecka oraz może ostrzegać o złych wydarzeniach jakie będą mieć miejsce. Jeśli okna nam się otworzyły, znaczy to że może być wichura i lepiej się do niej przygotować.

Domowik ma jeszcze jedną sztuczkę. Może napadać na domowników podczas snu. Jeśli nasz Domowik jest z nami w złych stosunkach, może w nocy rzucać się na nas i próbować dusić. Może to też być znak, że coś wydarzy się w naszym życiu a Domowik chce nam szybko o tym dać znać. Jeśli leżymy na placach i czujemy, że coś nasz przyciska należy zapytać: na dobre? lub  na złe? a Domowik odpowie swoim starym ciężkim głosem tak albo nie.

Domowik podobno bardzo nie lubi luster oraz gdy ktoś zajmuje jego miejsce. Jeśli zapraszamy gości albo robimy imprezę i ułożymy naszego gościa blisko progu lub na strychu możemy być pewni, że noc dla niego będzie nie przespana. Jeśli w naszym domu panuje spokój, Domowik zajmuje miejsce gospodarza i zajmuje się gospodarskimi sprawami. Przebiera sól albo ziarnka pieprzu, dba o domowe rośliny, poprawia obrazki. Dla wielu ludzi jest on ważną domową postacią dlatego nie wymawia się jego imienia a mówi się dziadek, gospodarz, nieduży albo maleńki.

Jeśli przenosimy się z domu do domu możemy zabrać naszego Domowika ze sobą. Do tego należy przed wyjściem z domu poprosić go by razem z rodziną przeniósł się do nowego domu. Oprócz tego trzeba zrobić zakwas i wymieszać go z mąką. Domowik w formie z wyrośniętym ciastem zabierze się do nowego domu, gdzie wypiekamy nowy chleb i częstujemy nim Domowika. Nie rozwiązany jest dla mnie problem, co jeśli sprowadzamy się z naszym Domowikiem do domu, gdzie już jest Domowik. Czy przychodzący wygania starego, czy żyją razem w harmonii? A może jest tak, jak wierzą Ukraińcy i każdy Domowik zostaje w swoim domu a my musimy nawiązać kontakty z nowym?

Domowik spożywający posiłek od gospodarzy

Domowik spożywający posiłek od gospodarzy

Domowik to najczęściej mały staruszek z dużą brodą, zawsze ubrany elegancko ale gotowy wziąć się do każdej pracy. Może też pojawiać się pod postacią kota, myszy czy też szczura. Domowik może też mieć postać bardziej dziką i straszną. Długa broda, przepaska na biodrach, nieobecny wzrok to również obraz spotykany w słowiańskiej kulturze.

Domowik może mieć też swoją towarzyszkę – Domowichę nazywaną także Kikimorą.

W staropolskich wierzeniach Domowika nazywa się Ubożem albo Ubożę – uznawany jest on za ducha zmarłych przodków, który opiekuje się domem. Jego postać pojawiła się w literaturze w XV i XVI wieku. Jeśli w kulturze ruskiej, Domowika powinniśmy karmić w każdy dzień, to Ubożę powinno dostać swój posiłek na pewno w czwartek.

Tyle jeśli chodzi o teorię. W praktyce o postaci Domowoja pamięta się nawet w Kaliningradzie. Nie raz będąc na uniwersytecie widziałem talerzyki z cukierkiem stojące na szafie. Niektórzy ludzie naprawdę pamiętają  tym by co jakiś czas nakarmić swojego Domowoja i oczywiście też nie wspominają o nim wprost a mówią dziadek, staruszek.

Dla zainteresowanych, więcej wiadomości można znaleźć w książce Jeleny Lewkiewskiej W Krainie Domowych i Leszych Personaży Russkich Mifow a jeśli ktoś chcę uzupełnić podstawową wiedzę możecie przeczytać:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Ubo%C5%BCe

http://pl.wikipedia.org/wiki/Domowik

http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%94%D0%BE%D0%BC%D0%BE%D0%B2%D0%BE%D0%B9

Ach. Na koniec wisienka na torcie. Na rosyjskich stronach internetowych możecie znaleźć także testy by sprawdzić czy w Waszym domu mieszka Domowik. My wiemy już jak to określić bez takich testów, a Wy jeśli jesteście zainteresowani możecie zrobić sobie test i dowiedzieć się, czy zaginione skarpetki to wina bałagarniarstwa czy może jednak Domowika.

http://test.passion.ru/raznoe/test-zhivet-li-u-vas-domovoi.htm

 

 

 

 

 

 

Dzień Kolportera Książek. Wędrówki z Prus na Litwę.

Wczoraj na Litwie obchodzony był Dzień Kolporterów Książek. Dlaczego chcę opisać to wydarzenie i jak związane jest z Kaliningradem? Już wyjaśniam. Kolporterzy książek (po litewsku dosłownie nosiciele książek knygnešys, knygnešiaibyli ludźmi, którzy przemycali na tereny obecnej Litwy książki drukowane po litewsku w alfabecie łacińskim. W tamtym czasie od 1866 do 1904 roku w terenie Guberni Kowieńskiej i Wileńskiej obowiązywał zakaz używania litewskiego oraz zakaz drukowania książek w alfabecie łacińskim. Dopuszczona była tylko cyrylica. Dlatego litewska inteligencja podejmuje decyzję o inwestycji w drukarnie w Królestwie Pruskim, w Tylży i w Królewcu, drukowaniu książek łaciną a następnie przemycanie ich przez granicę i kolportaż po wsiach i miasteczkach.

Pomnik Kolportera Książek

Pomnik Kolportera Książek

Po powstaniu styczniowym w 1863 roku władze Imperium Rosyjskiego wzmocniły swoje działania na rzecz rusyfikacji ludności litewskiej. Od 1863 roku edukacja była możliwa tylko w języku rosyjskim. W 1864 roku Generał-gubernator Guberni Wileńskiej Michaił Murawiow wprowadził zakaz druku litewskich tekstów po łacinie. W 1865 roku litewski został zakazany na terenie Imperium Rosyjskiego. W 1866 roku wychodzi oficjalny ukaz carski o zakazie używania litewskiego w piśmie o mowie. Zakaz ten funkcjonował do 1904 roku. W tym czasie ukazało się około 55 druków po litewsku w cyrylicy.

Najważniejsze ośrodki kolportażu prasy znajdowały się w Sudorgu (Sudargas), w Poniewieżu, w seminarium w Sejnach i Kownie oraz w klasztorze w Kretyndze. W Wilnie powstała wtedy organizacja Dwunastu Apostołów Wileńskich, której celem było uzyskanie dostępu do jednego kościoła by móc prowadzić obrządek w języku litewskim. Na Litwie powstają też podziemne szkółki litewskie.

W 1867 roku Motiejus Valančius albo Maciej Wołonczewski biskup żmudzki podjął decyzję by zainwestować w drukarnie na terenie Prus. W 1870 roku organizacja, którą prowadził została odkryta a pięciu księży i dwóch kolporterów zostało zesłanych na Syberię oraz do guberni Smoleńskiej. Od 1867 roku kolporterzy książek przemycają od 30 do 40 tysięcy książek rocznie. Około jedna trzecia zostaje przechwycona przez władze. Kolporterzy złapani przy przemycaniu byli rozstrzeliwani na miejscu lub zabierani na tortury a następnie wysyłani w najdalsze zakątki Imperium Rosyjskiego. W trakcie panowania zakazu wiele oficjalnych instytucji funkcjonowało jako sieć kolportacji oraz przekazywania książek na terytorium Litwy. Brak działania zakazu oraz rozluźnienie systemu po wojnie z Japonią w 1904 roku umożliwiły decyzję o zniesieniu zakazu.  Już w 1905 roku jeden z kolporterów Juozas Masiulis otworzył sklep z książkami w Poniewieżu (Panevėžys). Sklep ten działa do tej pory.

Ruch kolporterów książek miał ogromny wpływ na kształtowanie się świadomości narodowej Litwinów. Po odzyskaniu niepodległości przez Litwę 16 lutego 1918 roku kolporterzy stali się jednym z filarów nowego państwa, jak również postaciami, które uchroniły pamięć historyczną Litwinów. I wczorajszy dzień, 16 marca, urodziny Jurgisa Bielinisa, który był założycielem nielegalnej sieci dystrybucji literatury litewskiej stał się Dniem Kolportera Książek. W Kownie odkryto pomnik nieznanego kolportera książek. W Polsce znajdziemy również mały element tego ruchu. We wsi Krejwiany koło Puńska znajdziemy tablicę pamiątkową ku czi kolportera Pawła Matulewicza (Povilasa Matulevičiusa)

Pomnik Kolportera Książek w Kownie

Pomnik Kolportera Książek w Kownie

 

 

 

Popularność Polaków w Kaliningradzie

Sobotni poranek przynosi nam dobrą wiadomość. Od czasu kiedy zaczęliśmy pisać bloga nasze teksty przeczytało właśnie 10 000 osób. Dla niektórych to dużo, inni powiedzą, że to mało. Dla nas jest to motywacja by pisać dalej a jest o czym. Planujemy kolejne zmiany i nowe tematy a dziś zapraszamy na turystyczny spacer po Jantarnym.Jeszcze raz dziękujemy wszystkim, kto zechciał przeczytać nasze teksty i wraca po ciekawostki i opisy życia z  Kaliningradu.

Wij w słowiańskiej mitologii

W ramach rozszerzania horyzontów chciałem ci dziś powiedzieć trochę o słowiańskiej i rosyjskiej mitologii. Wczoraj pisałem o filmie „Wij” na podstawie opowiadania Mikołaja Gogola. Warto więc poświęcić chwilę czasu samej postaci Wija. Po pierwsze musisz sobie wyobrazić jak on wyglądał.

Był to stwór zabijający wzrokiem, którego oczy były przykryte ogromnymi rzęsami oraz powiekami sięgającymi do ziemi. Wij nie mógł ich podnieść bez pomocy. Najczęściej robiły to upiory i demony będące sługami Wija. Człowiek, na którego padł wzrok Wija, nie wytrzymywał tego spojrzenia i umierał. Wij zabierał duszę nieszczęśnika pozostawiając jedynie ciało. W folklorze Słowian wschodnich Wij związany jest z wiarą w „Złe Oko” lub „Trzecie Oko” czyli kontakt z światem pozagrobowym oraz możliwość rzucania uroków na ludzi i zwierzęta. A złe spojrzenie i urok może prowadzić do śmierci i opętania przez upiory.

Jedno z wyobrażeń Wija

Jedno z wyobrażeń Wija

Niektórzy literaturoznawcy uważają, że postać Wija została całkowicie wymyślona przez Gogola lub zaczerpnięta z opowiadań o Kościeju Nieśmiertelnym, postaci z folkloru rosyjskiego. Był on starym, chudym czarownikiem. Mieszkał w górach, w zamku wypełnionym niezliczoną ilością skarbów i magicznych artefaktów. Kościej miał przechowywać swoje serce ukryte poza ciałem, nie można więc go było zabić. Należało odnaleźć jego serce i w ten sposób uzyskać nad nim kontrolę. Kościej miał mieć morderczy wzrok zakryty przez ogromne powieki. Jego słudzy widłami mieli je podnosić a wtedy każdy kto spojrzał w oczy Kościeja – umierał.

Kosciej-Niesmiertelny

Kosciej-Niesmiertelny

Straszny wzrok Wija opisywany jest również w inny sposób. Człowiek, który spojrzy w jego oczy zabijany jest nie przez samego Wija, ale przez strach, niszczący duszę, lub przez demony wyciągające duszę z człowieka. Dlatego Wij traktowany jest również jako postać nadrzędna, wskazująca tylko śmiertelnika, którego dusza ma zostać pochwycona. Przyjście Wija obwieszczane ma być wyciem wilków oraz dudnieniem w trąby. Oprócz tego, w jego obecności pojawia się mgła. Wij traktowany jest też jako władca podziemi, korzeni drzew i krzewów, wszystkiego co się wije i skręca a więc także wszelkiego robactwa. Dlatego wszystkie upiory i demony wypełzają z ziemi by zaatakować ludzi. W opowieści Gogola ważna jest także dziewczyna czekająca na modlitwę w cerkwi. Jako że utonęła, stała się rusałką a więc jednym z upiorów pod władzą Wija. Rusałki mogły być również duchami nieochrzczonych dzieci. Rzucały się one na rybaków lub zagubionych w lesie, czy na bagnach i łaskotały ich na śmierć.

Wij w ludzkiej postaci

Wij w ludzkiej postaci

http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%92%D0%B8%D0%B9

http://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bciej_Nie%C5%9Bmiertelny

Polacyw Kaliningradzie na Festiwalu Trojka w Gdańsku

Jedno z nas pojawi się 8 lutego w Gdańsku i będzie opowiadać o mniej lub bardziej znanym Kaliningradzie. Chcemy zaprosić tych z Was, którzy mieszkają w Gdańsku albo będą wtedy w tym mieście na Festiwal Trojka, który odbędzie się 08 i 09 lutego. Na ulicy Długiej 35 mają mieć miejsce  prezentacje, polskich podróżników z ich wypraw do Rosji oraz państw byłego Związku Radzieckiego. Nasza podróż choć odbywana w Kaliningradzie ma swój kantowski wymiar. Odbywa się wgłąb Kaliningradu oraz jego tożsamości i zamiast pokonywania jakiejś konkretnej przestrzeni staramy się iść bardziej na przeciw. Dlatego jeśli znajdziecie chwilę czasu zapraszamy na Długą 35 do Gdańska.

A już niedługo wrzucimy tu link do prezentacji, którą przygotujemy o Kaliningradzie i Obwodzie Kaliningradzkim.

Tradycja korporatiwu. Rosja i Kaliningrad

Dziś o czymś typowo rosyjskim. Przed Nowym Rokiem wszystkie poważne firmy w Kaliningradzie organizują korporatiw, imprezę firmową, na której przepuszcza się średnio połowę dochodu firmy za ostatni rok. Może przesadzam, ale fundusze na takie imprezy są ogromne. Firmy wynajmują całe lokale, organizują skrzynki alkoholu, patery jedzenia, stoły deserów i owoców. Teraz praktycznie trudno coś załatwić w godzinach popołudniowych w Kaliningradzie, a tym bardziej pójść spokojnie do restauracji czy knajpy. Wszystkie zabite są balującymi pracownikami. Pamiętaj o tym, że Rosjanin kiedy już ma okazję do balowania, to ją wykorzystuje. Oczywiście większość robi to w granicach normy, ale są i tacy, którzy czują, że to ostatnia noc w ich życiu i muszą wypić wszystko to co jest na stole. W zeszłym roku niestety nie udało nam się wziąć udziału w żadnym takim spotkaniu. W tym roku mamy nadzieję, że jeśli nie żona to chociaż ja zostaniemy zaproszeni na dobry korporatiw z suto zastawionym stołem.

(Żona została zaproszona, ale niestety, w tym czasie będzie już dwiema stopami stąpać po polskiej ziemi)

Sama tradycja „korporatiwu” sięga czasów carskich.Oczywiście samo słowo pojawiło się w latach 90 wraz z falą angielskich słów w rosyjskim. Szczerze mówiąc nie znalazłem jednej nazwy na takie wydarzenia z czasów Rosji carskiej. Wtedy to arystokracja rosyjska spotykała się na wystawnych kolacjach połączonych z balami i mocnym piciem. Oczywiście największy „korporatiw” odbywał się u samego Cara. Wtedy też liczba dań spokojnie przewyższała 100. Wieczory takie były najlepszym sposobem by zrobić kolejny krok w karierze, wtedy również łamano serca lub rozbijano małżeństwa. Teraz Car zamienił się w dyrektora lub top-menedżerów, a arystokracja w pracowników ale możliwość awansu, romanse oraz dobra zabawa pozostały cechą stałą tych spotkań.

Sam korporatiw ma swoje zwyczaje i tradycje. Po pierwsze jest hierarchia miejsca przy stole, po drugie podczas takie imprezy tworzą albo zacieśniają się wszystkie koterie, spiski pracowników, wtedy też ci mniej lubiani stają się obiektem żartów i różnego rodzaju gier.

Strategie podczas korporatiwu według RIA rianovosti.ru

Strategie podczas korporatiwu według RIA ria.ru

Po trzecie obecność na korporatiwie jest raczej obowiązkowa. Ci, którzy się nie pojawiają i nie mają poważnego powodu usprawiedliwienia mogą czuć się wykluczeni z grona znajomych, współpracowników.

Oni nie przyszli na korporatiw

Oni nie przyszli na korporatiw

Po czwarte ważne jest wystąpienie menedżera, który zachęci cały zespół do dalszej pracy i wleje nowego ducha w głowy pracowników. Po piąte, korporatiw pokazuje zgranie oraz współpracę pracowników. Druga część wieczoru to gry, żarty ale też wystąpienia pracowników czy małych zespołów teatralnych. Od ich występu zależy czasem premia na Nowy Rok. Oczywiście sam korporatiw też ma funkcję łączącą ludzi. Sprawia że zbliżają się do siebie, otwierają, tworzą się przyjaźnie a czasami i miłości.

Wypił, przeklinał, złamał drzewo - wstyd patrzeć ludziom w twarz

Wypił, przeklinał, złamał drzewo – wstyd patrzeć ludziom w twarz

Masońska loża w Kaliningradzie? Tajemnice dworku Ludmiły Putin.

W ten piątkowy dzień przypomnieliśmy sobie że Kaliningrad ma też atrakcję na skalę każdego szanującego się miasta. To park Junost’ (Юность) Młodość znajdujący się obok Górnego Stawu. Znajdziemy tam diabelski młyn, który pozwoli zobaczyć nam Panoramę miasta, gokarty, lodowisko, kino, kafejki i pierogarnię, a także pomnik Beatlesów. Na rozrywkę będziemy mieli jeszcze czas (planujemy iść kiedyś na łyżwy i porządnie się zmęczyć). A dziś trochę o budynku, który znajduje się w samym centrum parku. Nazywany prezentem od Prezydenta, Domem Pierwszej Damy lub jej Lochem budynek po trochę straszy a po trochę oszałamia odwiedzających park Junost’.

 

 

Ale żeby do niego dojść musimy zainteresować się historią. W przeszłości w tym miejscu znajdował się jeden z fortów. Na początku XXI wieku mer miasta Jurij Sawenko, który zasłyną w historii w Kaliningradu przypadkowym rozdawnictwem ziemi oraz zabudową bez żadnego grafiku i planu stwierdził, że ziemia gdzie znajduje się park marnuje się i można by było postawić tam wspaniałe apartamentowce. Mieszkańcy miasta zorganizowali akcję protestacyjną i by wzmocnić swoje działania wysłali list do Ludmiły Putin, urodzonej i wychowanej w Kaliningradzie Pierwszej Damy. Ta oczywiście szepnęła słówko Pierwszej osobie w państwie i z Moskwy przyszła decyzja, nie zabudowywać, organizować park. W 2004 roku sama Ludmiłą Putin przyjeżdżała do Kaliningradu doglądać rekonstrukcji. Wtedy też w ramach zapełnienia miejsca, w miejscu gdzie wcześniej znajdował się bastion miejskich fortyfikacji zaczęto budować trzypiętrowy dworek w stylu ruskich rezydencji bojarskich XIX wieku. Jeszcze przed otwarciem parku wszyscy mieszkańcy zadawali sobie pytanie, „ale kto za to płaci?” Jako że nikt nie znał dokładnej odpowiedzi, a poziom życia w Obwodzie znacznie się nie pogorszył więc najczęściej padała odpowiedź „pewnie nie my”.Po otwarciu Parku Junost’ budynek miał pełnić funkcję szkoły językowej, miejsca warsztatów dla dzieci, centrum kultury dla młodzieży. Przynajmniej tak opowiadali sobie mieszkańcy. Z czasem jak Pierwsza Dama zaczęła tracić swoją pozycję budynek również stracił życie.  Tabliczka wisząca na jego ścianach głosi, że znajduje się tam Centrum Rozwoju Komunikacji Międzyosobowej. W ciągu kilku lat Centrum to przeprowadziło jedno spotkanie na temat „Pozbycie się stresu w pracy oraz w domu. Metody orientowane na ciało”. 

Co bardziej wierzący mieszkańcy miasta opowiadają że całe to Centrum to przykrywka dla sekty albo masonerii która rządzi Jedną Rosją. To tu mają się spotkać wszyscy członkowie klubów masońskich z Kaliningradu i odprawiać swoje ciemne rytuały. Usytuowanie domu, jego forma, ilość okien mają jawnie nawiązywać do lóż masońskich, jakie działały w Królewcu przed wojną. I z tego co mówią ludzie, masoni wrócili do swoich włości i nie zamierzają się już stąd wynieść. Co się tyczy Pierwszej Damy, wiemy już że straciła ona to czcigodne miano. Niestety nie wróciła ona również do swojego rodzinnego miasta.  

Zdjęcia oraz część informacji z bloga: http://shri-boomer.livejournal.com/196045.html

Sztormowa pogoda w Kaliningradzie

Kaliningrad żyje w ostatnich dniach orkanem Ksawery, który dotarł do brzegów Obwodu Kaliningradzkiego w piątkowy ranek. To nie tylko informacje w mediach, ilość osób bez prądu czy też wypadki drogowe. Dzięki takiej pogodzie większość uczniów miała odwołane zajęcia w szkołach. My też poczuliśmy to na własnej skórze ponieważ wszyscy młodzi uczniowie powiedzieli że niestety nie pojawią się na zajęciach. Takie telefony dostawaliśmy już w czwartek a niektórzy zapowiedzieli też że nie przyjdą w sobotę i niedzielę. Generalnie sztorm jest najlepszą okazją do nie pojawienia się na lekcjach, zajęciach czy uniwersytecie.

Oprócz tego część mieszkańców dostaje wiadomości na telefon komórkowy związane z zagrożeniem sztormowym. Dlaczego tylko część? Ponieważ tylko jedna z trzech firm telekomunikacyjnych zdecydowała się na wysyłanie darmowych smsów. Dwie inne stwierdziły że nie opłaca im się współpracować z administracją.

Trzecia rzecz to opowieść jaką usłyszałem od jednego z naszych starszych uczniów. W połowie lat 90 w podobnym okresie spędzał on wolną sobotę i niedzielę nad brzegiem morza w pensjonacie obok Pionierskoje. W niedzielę rano obudziły go syreny policyjne oraz partol wojska walący do drzwi. Sprawdzili jego dokumenty, rejestrację, przeszukali pokój a następnie udali się do kolejnych pokoi. Lekko zdziwiony, udał się do jadalni by zjeść spokojnie śniadanie i być może dowiedzieć się czegoś o nieplanowanej kontroli mieszkańców. Tam też spotkał majora straży granicznej, który właśnie rozgrzewał się po przyjściu do pensjonatu. Okazało się że alarm został wszczęty nie z byle powodu. Patrol straży granicznej rutynowo działający wzdłuż plaży właśnie szedł leśną dróżką w stronę plaży gdy nagle zza wydmy zobaczyli wystający maszt. Gdy doszli na szczyt wydmy okazało się że nad samym brzegiem morza stał statek. Nie długo myśląc jeden pobiegł do samochodu by przez radio wezwać posiłki a drugi z przeładowaną bronią obserwował kolosa omywanego przez fale. Oczekując na posiłki żołnierze straży granicznej obserwowali statek. Nie było tam żywego ducha. Na jego burcie widniał tylko biały napis Anna F. Po przybyciu posiłków i wszczęciu alarmu żołnierze weszli na pokład. Okazało się że statek jest kompletnie pusty. Nic nie wskazywało na to by była na nim jakakolwiek załoga, w jego ładowniach również nie było żadnych towarów. Tym bardziej dowódca straży granicznej zarządził poszukiwania ewentualnych pasażerów lub załogi na brzegu i w okolicznych lasach. Statek został obstawiony a straż graniczna razem z marynarką wojenną zaczęło poszukiwać właściciela jednostki. Goście pensjonatu musieli wracać do Kaliningradu objazdem przez Swietlogorsk ponieważ drogi wokół Piornieskoje były zablokokowane.

Dopiero po kilku dniach okazało się, że Anna F. należy do rosyjskiego armatora pływającego pod flagą Liberii. Otworzył on małe biuro w Kaliningradzie i zbierał załogę dla nowego statku nazywającego się właśnie Anna F. Jako że statek znajdował się w stoczni w Petersburgu uznał, że zamiast wydawać pieniądze na załogę, która przetransportuje go do Bałtijska, weźmie pusty statek na hol. Niestety sztormowa pogoda oraz niezbyt dokładne przygotowanie holu sprawiło wszystkim niespodziankę. A załoga uznała, że zgłosi zatonięcie statku jako że zniknął on gdzieś na morzu. Dopiero gdy armator dostał wezwanie od straży granicznej a jego biuro i pracowników powitali uzbrojeni żołnierze cała sprawa wyszła na jaw.

Żółte skrzyneczki – zagadka Kaliningradu

Ich pojawienie się wywołało w mieście lekką sensację. Zasłyszane rozmowy w tramwaju, marszrutce czy autobusie nie pozostawiały złudzeń: chodziło o żółte skrzynki, które ni z tego ni z owego ustawiono na ulicach Kaliningradu.

Żółte skrzynki na ulicy Komsomolskiej

Żółte skrzynki na ulicy Komsomolskiej

Mieszkańcy zadawali sobie jedno podstawowe pytanie „do czego one służą?”. Podczas naszych spacerów widzieliśmy ludzi, którzy przycupnęli sobie na nich by chwilę odpocząć. Wtedy zastanawiali się dlaczego te dziwne ławeczki stoją tak blisko ulicy i jeszcze przodem do jezdni. Inni zaczęli ostrzegać swoje dzieci. Podobno w tych żółtych skrzyneczkach mają spać bezdomni i żule. A na pewno mają przechowywać swoje ubrania i skarby. A wiadomo że jak i skarby to i alkohol z nieznanych źródeł. Lepiej się do nich nie zbliżać.

Skrzyneczki na Komsomolskiej

Skrzyneczki na Komsomolskiej

Pojawiła się też teoria, że to skrzynki dozorców. Mogą oni tam trzymać ubrania, szczotki i inne przybory oraz swoje niewidzialne kamizelki odblaskowe. Dlaczego niewidzialne. Gdy ostatnio wracaliśmy do domu wieczorem, natknęliśmy się na brygadę sprzątającą drogę oraz dozorcę pobliskiego budynku. Niestety żadna fotografia nie odda tego obrazu. Brygada sprzątała ruchliwą ulicę w spranych acz pomarańczowych kamizelkach. Niestety, ktoś zapomniał ich powiadomić że kamizelki te już dawno straciły swoje właściwości odbijania światła. A kolor pomarańczy był raczej kolorem jasnego błota czy też podgniłego jesiennego liścia. Tak więc na ulicy pracowały ciemne postacie i co chwilę słychać było pisk opon samochodów hamujących gdy kilka metrów przed maską wyłaniała się niespodziewanie jakaś postać z miotłą.

Jak udało się dowiedzieć kilku osobom z vkontakcie, żółte skrzyneczki już dostały nową funkcję. Jako że są one zamykane na małą kłódkę, miejscowi spryciarze już włamali się do jednej z nich, zrobili specjalne miejsce i założyli własną, porządną kłódkę. I teraz zbierają zamówienia na alkohol, sprzedawany w Rosji do godziny 22. Gdy na jakiejś imprezie skończą się trunki trzeba czekać do 10 rano. Albo dzięki odpowiednim kontaktom, zdobyć tak rozchwytywany wieczorem alkohol właśnie z takiego miejsca. A co najważniejsze od razu schłodzony, naturalnym powietrzem oraz piaskiem.

Piaskiem ponieważ to o czym piszę to zwykłe pojemniki na piasek, jakie pojawiły się na ulicach Kaliningradu. Dla wielu mieszkańców to prawdziwy szok. Wielu nie ma pojęcia do czego służą i dlatego też traktują je jak ławki. Ale nie to jest ciekawe. Zapytasz, a co było rok temu? Czy wtedy też nie używano takich pojemników. Otóż nie. Rok temu poznaliśmy system rozsypywania śniegu opatentowany chyba w najciemniejszych uliczkach Kaliningradu. Zimą na rogach ulic pojawiały się kopce z piasku od kilkunastu centymetrów do nawet pół metra. Jasne że jeśli kopiec miał pół metra, to jego szerokość powiększała się. Jeśli kopiec był mniejszy zajmował tylko kawałek chodnika. Chyba w najlepszym założeniu, piasek czekał na śnieg i lód i miał być rozsypany przez dozorcę. Jak wiemy dozorca ma tysiące obowiązków,  więc posypanie zimą chodnika, nie znajduje się na liście 10 najważniejszych. Dozorcy w naszej okolicy mieli to na zapasowej liście drugiej setki swoich obowiązków. A więc takie kopki piasku leżały sobie grzecznie na ulicy dopóki: nie wjechał w nie samochód, nie wpadło dziecko, nie zatoczył się pijaczek i rozgarnął na powierzchni kilku metrów, nie wysikał się pies itp. Ale w całym systemie o to właśnie chodziło.

Typowa góra piasku

Typowa góra piasku

Rozsypany piasek roznosił się po chodniku a kolejni piesi roznosili go dalej. Niektórzy wyczuli system własną intuicją i sami wchodzili w ubitą górkę, żeby na butach roznieść piasek. System genialny w swej prostocie. Zostawiasz piasek a ludzie sami go rozniosą i jeszcze nie będą się ślizgać. Niestety każdy genialny system ma jakieś ale… Tym ale w przypadku Kaliningradu jest deszcz i wilgoć pojawiająca się nawet w czasie zimy. Po dłuższym opadzie, piasek mający chronić przed ślizganiem, znikał w odmętach kanalizacji i bezpowrotnie tracił swoją funkcję. Dlatego też pojawiły się żółte skrzynki. Ku radości lub zadziwieniu mieszkańców Kaliningradu.

Litewskie historie w Kaliningradzie

Nasz setny tekst poświęcimy literaturze. Dzięki uprzejmości Pań z biblioteki obwodowej udało mi się wypożyczyć książkę Hermana Zundermana „Litewskie historie”, które stały się kanwą dla filmu „Podróż do Tylży”, pokazywanego ostatnio w Sowiecku – http://polacywkaliningradzie.com/2013/11/12/podroz-do-tylzy-opowiesc-o-przeszlosci-sowiecka/

Jako że zaciekawiła mnie ta historia postanowiłem poszperać w bibliotece i przeczytać opowiadanie wchodzące w skład książki „Litewskie historie”. Książka została wydana z okazji roku Hermanna Zundermana w Niemczech w 2006 roku a następnie przetłumaczona została przez Sima Simkina – specjalistę od literatury niemieckiej i wydana w 2007 roku po rosyjsku w Kłajpedzie na Litwie. Jak już wspominałem we wcześniejszym tekście Zunderman związany był z tym regionem, w ramach swojej twórczości opisywał folklor litewski oraz zwyczaje ludzi mieszkających nad Niemnem. Opowiadanie „Podróż do Tylży” to historia Ansasa i Indre – małżeństwa, któremu nie układa się najlepiej. Mają czwórkę dzieci, dom gospodarstwo. Ansas ma swoją burzliwą przeszłość oraz kochanki, które pojawiały się w jego życiu. Koledzy podpowiadają mu co zrobić by pozbyć się żony i żyć szczęśliwie z młodą kochanką. Plan jest taki: Ansas zabiera Indre na wycieczkę do Tylży łódką. Podczas podróży ma spowodować by łódka się wywróciła. Indre nie umie pływać więc zacznie się topić a on będzie miał wytłumaczenie dla poszukiwania nowej miłości. Według kolegów plan jest idealny – Ansas tego samego dnia zaprasza żonę na przejażdżkę. Indre czuje że coś jest nie tak i mówi swojej przyjaciółce o swoich obawach. „ktoś nie wróci z tej podróży żywy” wyznaje jej. Gdy przychodzi niedziela i para zbiera się na wyprawę Indre żegna się ze swoimi dziećmi jakby miała je zobaczyć ostatni raz. Ansas nie wypowiada ani słowa ale w środku widać że zjada go poczucie winy. Wyruszają swoją łodzią w podróż, na początku po Zalewie Kurońskim, wpływają w deltę rzeki Niemen, a następnie dalej w górę rzeki do Tylży. Indre cały czas zastanawia się nad swoim losem, cały czas analizuje w myślach słowa i zachowanie męża. W końcu kobieta mówi do niego: „zaopiekujesz się naszymi dziećmi jak najlepiej” a on tylko się czerwieni jakby czuł że odgadła jego myśli. Po kilku godzinach dopływają do miasteczka. Chwila odpoczynku i śniadanie nad rzeką, następnie spacer po uliczkach Tylży początku XX wieku. Autor w wspaniały sposób opisał to miejsce. Szczegóły dotyczące budynków, sklepy, apteki oraz kawiarnie opisane ze szczegółami. Tylża wydaje się małym spokojnym miastem, gdzie życie toczy się swoim rytmem. I chociaż Indre cały czas myśli o swoich obawach powoli zanurza się w to miasto. Ansas zabiera ją na koncert do jednej z największych kawiarni w mieście. Siedząc tam i przysłuchując się dźwiękom fortepianu Indre zauważa że wszyscy obecni tam ludzie podziwiają jej ubiór, kolorowe stroje, które ma na sobie. A Ansas patrzy na nią z dumą. I prawie zapomniałby o głównej atrakcji ich wycieczki. Wyprawie na dworzec by zobaczyć przyjeżdżający i odjeżdżający pociąg. Para ledwo co dobiega to torów kolejowych, udaje im się zobaczyć lokomotywę z wagonami, która rusza w trasę do Królewca. Podczas powrotu do domu Indre czuje się spokojna, mąż dał jej poczucie bezpieczeństwa i wszystko wydaje się zmierzać ku szczęśliwemu zakończeniu. Ale gdy dopływają do Zalewu Kurońskiego, w miejsce gdzie prąd rzeki Niemen spotyka się z wiatrem z nad Zalewu łódka wywraca się. Przyjaciółka Indre wczesnym rankiem wyprawia się z mężem na Zalew, przeczuwając najgorsze. Ale zamiast martwej Indre znajduje ją rozpaczającą przy łodzi. Ciało Ansasa zniknęło w odmętach zalewu.

Hermann Zundermann "Litewskie historie"

Hermann Zundermann „Litewskie historie”

 

Bardzo ciekawym jest również to że w Sowiecku organizuje się spotkanie dotyczące niemieckiego filmu, nakręconego na podstawie, opowiadania niemieckiego pisarza pochodzącego z tych stron. Co więcej opowiadanie to zostało napisane w oryginale w języku niemieckim. Następnie, na początku XXI wieku przetłumaczono całą książkę na język litewski i dopiero w 2006 roku czytelnicy z Obwodu Kaliningradzkiego mogli się doczekać tłumaczenia na język rosyjski. Z informacji jakie uzyskałem w Bibliotece Obwodowej okazało się, że książka ta momentalnie zniknęła z półek w księgarniach i cieszyła się ogromnym powodzeniem wśród mieszkańców Sowiecka jak i innych miast Obwodu. Przypomniano również postać   Hermanna Zundermana, która wcześniej znana była tylko historykom literatury oraz osobom zajmującym się językiem niemieckim. Książka „Litewskie historie” jest warta polecenia a w mojej pracy na pewno będę wspominać o jej znaczeniu dla współczesnej kultury w Obwodzie Kaliningradzkim.